KIEDY CHODZI O SPRAWY SEKSU,
POWINNIŚMY BYĆ UCZCIWI
Wielu ludzi piszących na tematy problemów seksualnych czuje się zobowiązanych do złożenia wyjaśnienia, że seks to w gruncie rzeczy dobra rzecz - że jest to Boży sposób na rozmnażanie oraz gwarancja przetrwania gatunku ludzkiego. Ta niespodziewana informacja podawana jest przeważnie w wersji obronnej, tak jakby należało zwalczyć straszliwą możliwość, że seks zostanie prawnie zakazany, jeżeli nie przedstawi się jakiegoś istotnego argumentu uzasadniającego jego istnienie.
W zasadzie jednak, autorzy występowali w obronie prawa do otwartego omawiania problemów seksualnych. Drukowana pruderia od dawna już została pokonana, ale to, co bardzo blisko podchodziło pod pornografię, a co zastępowane bywało przez pruderię, było bardzo niedobrym zafałszowaniem uczciwości. Prawdę wciąż jeszcze jest bardzo trudno odnaleźć, ale jeszcze trudniejsza jest umiejętność jej przekazywania.
Sposób, w jaki świat zewnętrzny chciałby podejść do tego tematu, nie jest naszą sprawą, ważnym natomiast jest, abyśmy my w AA podchodzili do tego tematu z całkowitą uczciwością. AA wydało całą masę przeróżnych broszur: dla pracodawców, dla współmałżonka, dla młodocianych alkoholików, ale żadnej niestety nie poświęciło temu, co bardzo często bywa największym problemem naszej Wspólnoty. Nasi rzecznicy nieustannie mówią o potrzebie uczciwości, ale tylko kilka bardzo zahartowanych dusz odważa się w ogóle zaznaczyć, że seks mógłby być jednym z niepokojących obszarów problemowych. Ktoś stojący na zewnątrz Wspólnoty mógłby łatwo odnieść wrażenie - gdyby przejrzał to co drukujemy oraz posłuchał tego co mówimy - że alkoholicy nie mają żadnych problemów seksualnych.
Całkowicie inaczej rzecz przedstawia się wówczas, kiedy sięgniemy po literaturę autorstwa obserwatorów z zewnątrz. Uczestnicy AA chcieliby być może temat ten ominąć, ale ludzie z zewnątrz są w odniesieniu do tego tematu bardziej obiektywni. Wskazują oni na zamęt seksualny, jako na jeden z najważniejszych czynników osobowościowych u alkoholików. Czasami ich wnioski końcowe wydają się być wyciągane trochę przedwcześnie i niesprawiedliwie, jak na przykład u pewnego psychiatry, który wykorzystał zestawienie kilku typowych historii wstępnych do udowodnienia faktu, że prawie wszyscy alkoholicy obciążeni są pewnego rodzaju anormalnością seksualną. W ogólności jednak, w każdym badaniu naukowym na temat alkoholizmu ujęte są dokumenty dotyczące seksualizmu. Zaś psychiatra badający alkoholika z całą pewnością zajmie się historią seksualną swego pacjenta. Jeżeli jednak my sami będziemy w tym temacie całkowicie szczerzy i uczciwi, wówczas nie będziemy potrzebowali pomocy ludzi z zewnątrz do tego, by nakreślili nam wielkość naszych problemów seksualnych.
Dobrze znane nam jest wielekroć powtarzane powiedzenie, kiedy któryś ze starszych Uczestników miał wpadkę: „No cóż, ten biedny facet miał ‘inne’ problemy.....”. Owe „inne” problemy najczęściej zahaczają właśnie o sprawy seksualne. Kiedy usłyszysz uwagę tej treści, nie musisz już pytać o dalsze szczegóły; nacisk kładziony na słowo „inne” wyraża cały bezlik ukrytych znaczeń. Miłostki pozamałżeńskie zdarzają się oczywiście i w AA - nie są jednak najprawdopodobniej prowadzone na wielką skalę - gdyż i piękna kobieta, która dopiero co przyłączyła się do Grupy, ma prawo oczekiwać naprawdę dobrego i dokładnego sponsorowania.
Prawda jest taka, że alkoholicy mają naprawdę trudne problemy seksualne. Byłoby to raczej rzeczą nieprawdopodobną, gdyby ludzie nękani chorobą naszego rodzaju nie mieli żadnych, przeróżnych zakłóceń seksualnych. Nie przyznajemy się do tego być może zbyt chętnie, tak, jak niechętnie przyznawaliśmy się kiedyś do naszego alkoholizmu. Kiedy jednak mówimy, że jakiś tam „biedny facet” mający „inne problemy” na nowo zaczął pić, to czy wówczas - w sposób pośredni - nie przyznajemy się do tego, że całkowicie rozumiemy ogromny nacisk, jaki te „inne problemy” wywołują?
Czyż nie uznajemy, że źle ukierunkowany seks, jest potężnym zagrożeniem dla utrzymania swej trzeźwości? Czy nie wyrażamy wówczas tego, że AA jest w stanie pomóc człowiekowi w wyzdrowieniu, pod warunkiem jednak, że nie jest on zbyt mocno tyranizowany przez seks? Czy nie mówimy wówczas także - oczywiście jako samo z siebie zrozumiałe następstwo - że my sami, odkąd wytrzeźwieliśmy, nie bywamy niepokojeni tym problemem?
Po prawie jedenastu latach trzeźwienia w Programie AA stwierdziłem, że powyżej uszu już mam wymówek i hipokryzji dotyczących tego tematu. Widziałem ciemne spojrzenia, jakimi starzy Uczestnicy AA wyrażali swe niezadowolenie, kiedy jakiś uczciwy Uczestnik dyskusji opowiadał o swoich osobistych problemach seksualnych i z godną uwagi otwartością i pokorą starał się je omówić. Poznałem Uczestników AA, którzy za wybitnie inteligentne uważali śmianie się ze śliskiego kawału opowiedzianego przez jakiegoś gościa Grupy, którzy jednakże stawali się niespokojni i pełni zażenowania, kiedy jakiś inny gość roztrząsał punkty odniesienia pomiędzy seksem i alkoholizmem. Zbyt wielu już widziałem starszych Uczestników AA, którzy pracując w nadgodzinach, chcieli udowodnić owe całkowicie nie do zniesienia wyobrażenie, że „alkoholicy to zupełnie normalni ludzie, którzy tylko trochę za dużo, za często i za długo pili”. Wykręty i obłuda do pewnego stopnia służą być może niektórym ludziom, ale na dłuższą metę, to postęp osiągamy tylko w takiej mierze, ile zdołamy przerobić prawdy o sobie samych. Osiągnęliśmy swą trzeźwość tylko dlatego, że wyznaliśmy prawdę o swoich problemach z piciem oraz dzięki zastosowaniu zaleceń Programu zdrowienia AA. Czyżbyśmy byli zdania, że prawda, która w jednym przypadku tak skutecznie nas uratowała, w innym przypadku mogłaby okazać się szkodliwa i niepożądana?
Jakież to są problemy seksualne, które tak skutecznie opierają się wszelkim dyskusjom? Ano, najprawdopodobniej jest to przekrój tych samych problemów, które nękają społeczeństwo poza AA. Wielu alkoholików czuje się seksualnie niedostatecznymi i od zawsze już przepojeni bywali obawami przed niezdolnością seksualną lub byciem odrzuconym. Dziwnym zbiegiem okoliczności, mogło to prowadzić do częstych zmian partnera. Mogło też doprowadzić do niezadowalającego stosunku w małżeństwie. Mogło być przyczyną powstania zachowań seksualnych, które społeczeństwo odbiera jako niemoralne oraz jako odchodzące od stanu normalnego. Mogło rzeczywiście prowadzić w jakimkolwiek dowolnym kierunku, ale skutkiem zawsze pozostały: ból, zgryzota, napięcie i poczucie winy.
To jednak dopiero są początki cierpień, przystępujących do Wspólnoty AA i męczonych seksem alkoholików. Jeżeli nie dopisze im szczęście, wówczas nie znajdą zbyt wiele zrozumienia i wskazówek w tym krytycznym dla nich zakresie problemów. Zarówno on jak i ona obawiać się będą tego, że zbytnio „różnią” się seksualnie od większości alkoholików, gdyż ich jedynym cierpieniem wydaje się być to, że: „za dużo, za często i za długo pili”. Będzie się ich usilnie prosiło, aby koniecznie dokonali Kroku Piątego, oni jednak będą musieli dokonać rzeczy prawie że niemożliwej, gdyż będą musieli znaleźć ucho chętne i pełne zrozumienia, które będzie skłonne do wysłuchania wszystkich ich problemów. Może uda się im osiągnąć trzeźwość, ale będzie ona raczej nosiła cechy zawieszenia broni, aniżeli prawdziwego rozwoju pokoju.
Naprawdę też nie ma usprawiedliwienia dla sytuacji tego rodzaju. Problemy seksualne są potężne i umiejscowiły się bardzo głęboko, ale tak naprawdę, to wcale nie muszą zagrażać naszemu dążeniu do prawdziwej trzeźwości i rzeczywistej szczęśliwości. Na dzisiaj jest już zadziwiająco wielu starszych Uczestników AA, mających godne uznania zrozumienie dla tego tematu. Wystarczy zawsze tylko mówić prawdę, a wówczas „Nowi” natychmiast poczują się ośmieleni, aby samym też do tej prawdy się przyznać. Nie usunie to oczywiście w mgnieniu oka wszystkich trosk i zmartwień seksualnych, ale będzie przynajmniej dobrym początkiem. Nie jesteśmy w stanie nikomu zagwarantować tego, że Program zdrowienia AA - nawet ze swoim bardzo mocnym naciskiem na inwenturę osobistą oraz pomoc Siły Wyższej - pomoże wszystkim alkoholikom w rozwiązaniu ich „innych problemów” będących tak wielkim zagrożeniem ich nieustającej trzeźwości. Ale przecież nie będzie to zbyt wygórowanym żądaniem, aby uwierzyć że uczciwe przybliżenie tego tematu mogłoby otworzyć rezerwuar zrozumienia, którego na dzień dzisiejszy niestety nie posiadamy.
Nie leży w moich zamiarach, aby przemieniać teraz nasze mityngi na forum wyliczania rozkosznych zachowań. Pewny jestem tego, że opowieści typu „od buduaru do buduaru” po niedługim czasie stałyby się tak samo bezsensowne i nudne, jak wiele opowieści typu „kieliszek za kieliszkiem”, których teraz wysłuchujemy. Nie namawiam też nikogo, aby swe sprawy intymne, pasujące bardziej do rozmowy i omawiania pomiędzy poszczególnymi Uczestnikami, przedstawiał na forum ogólnym. Moją główną prośbą jest to, aby postarać się o wytworzenie odpowiedniej atmosfery otwartości, kiedy problem tego typu podany zostanie do dyskusji. Taka postawa spełniałaby - a nie niszczyła - ducha i pryncypia Anonimowych Alkoholików.
M.B.
Jackson, Michigan
1
tomek9185