Basso Adrienne - Miłosny odwet.pdf

(1095 KB) Pobierz
Basso Adrienne
Poślubić wicehrabiego 07
Miłosny odwet
Eleonora Collins nie wątpi, że jej piękna młodsza siostra już podczas swojego pierwszego
sezonu będzie miała u swych stóp każdego mężczyznę. Jakież jest więc zdziwienie starszej
panny Collins, gdy najbardziej pożądany kawaler Londynu całą swą uwagę poświęca
wyłącznie jej.
Sebastian, wicehrabia Benton, jest istotnie zauroczony jej słodyczą, lecz jego prawdziwe
motywy są o wiele bardziej mroczne…
1
Chaswick Manor, Kent, Anglia,
wczesna wiosna 1819 roku
Zbliżcie się wszyscy.
Głos pastora, głęboki i uroczysty, rozległ się wśród grupy odświętnie ubranych ludzi, przerywając
ciszę. Sebastian Dodd, wicehrabia Benton, wystąpił do przodu, zaciskając zęby. Oczy miał suche.
Drgnął lekko, kiedy na moment oślepiło go jaskrawe słońce. Stojący za nim nieliczni żałobnicy
również podeszli bliżej, zachowując jednak pełen szacunku dystans.
Wszystko jest na opak, uznał Sebastian i przesunął się nieco, by uniknąć rażącego blasku. Powinno
być zimno, wilgotno i ponuro, najlepiej gdyby teraz deszcz zacinał mu prosto w twarz, a pod stopami
miał rozmiękłą i błotnistą ziemią. Tymczasem dzień był ciepły, pogodny, niebo miało kolor
niezapominajek, a w gęstej zielonej trawie rosło mnóstwo barwnych kwiatów polnych.
Choć stał w pewnej odległości, wyczuwał za plecami obecność ludzi. Było wśród nich kilkoro
dalekich krewnych, których wolałby tu raczej nie widzieć, i garstka przyjaciół, którym był szczerze
wdzięczny za przybycie.
- Hrabina Marchdale była kobietą szlachetną, o silnym charakterze i miłosiernym sercu, prawdziwą
podporą społeczeństwa, istotą subtelną i łagodną - mówił pastor. - W niebie z pewnością zostanie
przyjęta z otwartymi ramionami.
Sebastian z trudem powstrzymał uśmiech. Babka była osobą energiczną, upartą i drażliwą, zwłaszcza
w ostatnich latach życia. Gdyby mogła słyszeć słowa pastora, najpierw wybuchłaby śmiechem, a
potem skarciła go ostro za te pochlebstwa. Nie ścierpiałaby fałszywych pochwał. Nawet na własnym
pogrzebie!
Sebastian nie miał też pewności, czy pójdzie prosto do nieba, jeśli takie miejsce w ogóle istniało. Za
życia nie przypominała anioła i nie była zbyt pobożna. Korzystała w pełni z wszelkich przywilejów,
jakie jej zapewniała wysoka pozycja społeczna i zamożność, nie stroniła też od ekscesów, a również -
jak podejrzewał - od uciech cielesnych. W końcu pogrzebała aż trzech mężów, wszystkich młodszych
od siebie.
Gdyby jednak jakimś cudem udało się jej przekroczyć wrota strzeżone przez świętego Piotra,
natychmiast zaczęłaby głośno mówić, co na tamtym świecie należy poprawić. A także i na tym.
- Módlmy się za nią - rzekł pastor.
Za plecami Sebastiana odezwał się chór przyciszonych głosów. Wicehrabia dołączył do niego,
zdziwiony, że bez trudu przypomina sobie właściwe słowa, choć od bardzo dawna się nie modlił.
Potem uniósł głowę i po raz pierwszy spojrzał w głęboki dół wykopany w ziemi.
Przeszedł go dreszcz. Wydało mu się rzeczą niemożliwą, aby babka na całą wieczność spoczęła w
tych ciemnościach, pozbawiona wszystkiego, co niegdyś kochała.
Na skinienie pastora czterech krzepkich mężczyzn zaczęło opuszczać trumnę do grobu. Sebastian
pożegnał ją w milczeniu, ale gdy już sądził, że jest po wszystkim, ogarnęła go nagle fala
przygniatającego smutku. A przecież nigdy łatwo nie poddawał się wzruszeniom. Ciężkie
doświadczenia nauczyły go, że prawdziwe uczucia lepiej tłumić i powściągać.
Śmierć hrabiny nie była czymś nieoczekiwanym. Sędziwa dama, zwykle odporna, tej zimy uległa
uporczywej chorobie. Na dzień przed zgonem oznajmiła Sebastianowi, że żal jej dawnego, pełnego
rozmachu stylu życia, jest więc gotowa pożegnać się z tym światem.
Sebastian westchnąl głęboko. Może babka była gotowa odejść, ale on nie mógł pogodzić się z jej
utratą. Upominała go i despotycznie nim rządziła przez całe jego dorosłe życie, decydując o
wszystkim, od posiłków do stroju, od sposobu wydawania pieniędzy az po jego towarzystwo. Zawsze
bez ogródek wypominała mu błędy, a jeszcze chętniej jawnie dawała wyraz swemu niezadowoleniu.
Ale też okazywała swemu jedynemu wnukowi iście macierzyńską troskę z wielkim oddaniem i
miłością. Ciężko mu byto pogodzić się z jej odejściem i z ogromnym trudem znosił widok trumny
znikającej powoli w ziemi. Zdawało mu się, że trwa to bez końca.
Usłyszał za sobą czyjś szloch, a potem głośne wycieranie nosa. Któraś z żałobnie płakała,
prawdopodobnie Sara, kuzynka babki. Była, zdaniem hrabiny, jedną z tych afektowanych kobiet,
które nigdy nie tracą sposobności, by ukazać swoją wrażliwą naturę. Zapewne często bywała na
pogrzebach, które stanowiły znakomitą okazję do tego typu demonstracji.
Szloch stawał się coraz głośniejszy i choć Sebastian dobrze wiedział, że jest nieszczery, poczuł mocny
ucisk w gardle. Czu zarówno żal, jak i chęć jego stłumienia. Rozpaczliwie pragnął odwrócić się i
odejść, ale to byłoby niewybaczalne. Powinien się zachowywać z godnością i przyzwoicie, tak jak
babka, która me jeden raz z wielkim żalem wytykała mu brak tych zalet.
Gdy starał się nad sobą zapanować, poczuł, że ktos staje tuz za nim. Widocznie podszedł któryś z
żałobników. Kto się ośmiehł? O Boże, byle nie kuzynka Sara!
Sebastian westchnął głęboko i zacisnął zęby. Nim jednak zdołał odwrócić się, żeby zobaczyć, kto to
jest, czyjeś palce delikatnie dotknęły jego dłoni przez rękawiczkę. I zaraz poczuł świeży, cytrynowy
zapach. Emma. Ucisk w gardle zelżał.
Kochana Emma. Jakaż była współczująca! Pewnie podczas całego nabożeństwa wpatrywała się w
niego, spodziewając się jego załamania, zawsze gotowa wesprzeć go w trudnej chwili, gdy najbardziej
tego potrzebował. Nie dbając o dobre maniery, przyjął tę pociechę i uścisnął rękę Emmy.
Zgłoś jeśli naruszono regulamin