Alan Glynn - Winterland.pdf
(
1286 KB
)
Pobierz
Mocny irlandzki thriller w stylu noir
Winterland
Winterland
Polecamy również
Alan Glynn
DAWKA GENIUSZU
ALAN
GLYNN
Winterland
Przekład
PAWEŁ MARTIN
JUSTYNA ZAWIEJSKA
AMBER
Redakcja stylistyczna
Marta Bogacka
Korekta
Jolanta Kucharska
Halina Lisińska
Projekt graficzny okładki
Małgorzata Foniok
Zdjęcia na okładce
© Zbigniew Foniok
Skład
Wydawnictwo Amber
Jacek Grzechulski
Druk
Opolgraf SA, Opole
Tytuł oryginału
Winterland
Copyright © Alan Glynn, 2009.
All rights reserved.
For the Polish edition
Copyright © 2009 by Wydawnictwo Amber Sp. z o.o.
ISBN 978-83-241-3502-8
Warszawa 2009. Wydanie I
Wydawnictwo AMBER Sp. z o.o.
00-060 Warszawa, ul. Królewska 27 tel. 620 40 13,620 81 62
w
ww.wydawnictwoamber.pl
Eithne, Rory’emu i Cianowi
Prolog
Jak do tego doszło?
Gina nie ma pojęcia - przygląda się jednak trzem mężczyznom stojącym po drugiej stronie
magazynu i już wie, że więcej
tego nie zniesie. Musi wyjść. To dla niej zbyt wiele.
- Ja… będę na zewnątrz - odzywa się, choć prawie jej nie słychać.
Odwraca się i rusza w stronę metalowych drzwi. Drżącą dłonią naciska klamkę. Wychodzi
na zimne, nocne powietrze.
Staje plecami do zamkniętych drzwi, bierze głęboki oddech i zamyka oczy.
Po chwili znów je otwiera. Wokół niej pustka. Po jednej stronie oświetlony reflektorami
plac parku przemysłowego
kończy się pokrytym graffiti murem na tyłach blokowiska. Po drugiej stoją inne
magazyny, a w oddali majaczy droga - teraz
całkiem opustoszała. Pięć minut na zachód stąd znajduje się duże rondo, które nawet o tak
późnej porze będzie zakorkowane.
Nie może uwierzyć, że tęskni za ulicznymi korkami.
Spogląda w górę. Niebo jest czyste, księżyc świeci jasnym, prawie pulsującym światłem.
Gina stoi w przejściu, kuląc się
z zimna. Odwraca się plecami do wiatru i próbuje zapalić jednego z papierosów Fitza.
Osłania go dłonią i pstryka zapalniczką
Zippo, póki nie pojawia się płomień.
W końcu zaciąga się głęboko i odchodzi od drzwi. Intensywny blask księżyca i
pomarańczowe światło reflektorów
sprawiają, że okolica wydaje się nierealna; tworzą upiorną i bezduszną atmosferę
wirtualnego świata. Szkoda, że to wszystko nie
jest właśnie symulacją, grą. Czymś, co mogłaby przeprogramować. Wie jednak, że nie
istnieje - i istnieć nie może - cyfrowy
odpowiednik choćby zbliżony do niepokoju, poczucia winy i strachu.
Wszystko to prawda i dzieje się w tej chwili.
Ale jeśli Terry Stack dowie się, gdzie jest Mark Griffin? Czy to będzie znaczyło, że było
warto? Że dobrze zrobiła,
dzwoniąc do niego? Czy też sytuacja stała się zbyt niezdrowa na tak czystą wymianę?
Kiedy po raz kolejny zaciąga się papierosem, jej uszu dobiega dziwny dźwięk. Jest krótki,
ostry i przenikliwy. Spogląda
w górę i przez kilka sekund nasłuchuje w bezruchu.
Nie jest pewna, czy nie był to tylko zniekształcony dźwięk przyniesiony z oddali przez
wiatr.
Zamyka oczy.
Nie jest też jednak pewna, czy nie był to dobiegający zza jej pleców krzyk.
Część I
1
Siedzi w ogródku piwnym. Tak to teraz nazywają. Zanim wprowadzono zakaz palenia,
było to tylko obskurne
wybetonowane podwórko z tyłu pubu. Wypełniały je stosy skrzynek, beczek i pustych
kartonów. Wystarczyło jednak trochę
mebli ogrodowych na drewnianej platformie - ławy, stoliki, parasole na wypadek deszczu
- i stworzono miejsce dla nałogowców,
którzy mogą tu gromadnie podpalać swoje playersy czy sweet aftony, narzekając na
ekscesy nadopiekuńczego państwa. Pewne
zamieszanie, żeby nie powiedzieć „napięcie”, wywoływała etykieta. Jeśli ostatnie wolne
miejsce zajmie niepalący -a może się tak
zdarzyć latem lub któregoś zaskakująco zimowego wieczoru - czy powinien ustąpić je
palaczowi?
W tym lokalu odpowiedź brzmi: „tak”. Logiczne. Skoro nie palisz, to po pierwsze co tu w
ogóle robisz? A po drugie, co z
ciebie za pieprzony mięczak?
Jednak dziś wieczorem ta kwestia w ogóle nie ma znaczenia. Jest zimny i deszczowy
poniedziałek - w sam raz na tę porę
roku - i na zewnątrz wyszło tylko pięć osób, sami zatwardziali palacze. Z papierosami i
zapalniczkami, kuflami piwa, drinkami i
co tam kto miał rozsiedli się pod parasolami.
- Do dupy taki wieczór - mówi tłusty dwudziestosześciolatek o ziemistej cerze. Śmieje się
głośno. Potem wpatruje się w
dwoje młodych ludzi, którzy siedzą po drugiej stronie ogródka. Po chwili kieruje wzrok na
dwóch siedzących obok stałych
bywalców.
Jeden z nich, Christy Mullins, kiwa potakująco głową. Uznaje, że lepsze to niż nie zrobić
nic. Uznaje również, że ten
tłusty facet o ziemistej cerze, w dżinsowej kurtce i białej koszulce nie jest kimś, kogo
można tak po prostu ignorować. Raczej i
bez tego życie jest wystarczająco krótkie.
Nie przestając się szczerzyć, tłuścioch o ziemistej cerze odpowiada skinieniem głowy.
Potem zaciąga się długo i głęboko.
Jednocześnie jego spojrzenie wędruje w górę. Gapi się na migoczące w świetle latarni
drobne krople wolno padającego deszczu.
Plik z chomika:
uzavrano
Inne pliki z tego folderu:
Alan Glynn - Winterland.pdf
(1286 KB)
Alan Glynn - Dawka Geniuszu.pdf
(939 KB)
Alan Glynn - Winterland.epub
(402 KB)
Alan Glynn - Dawka Geniuszu.epub
(316 KB)
Inne foldery tego chomika:
A. V. Geiger
A.& B.Strugaccy
A.E. Szumska
A.F. Brady
A.J. Finn
Zgłoś jeśli
naruszono regulamin