DANIEL ROCK - Erckmann Chatrian(1).txt

(237 KB) Pobierz
{
f

ERCKMANN-CHATRIAN
w

DANIEL ROCK
Powieść z francuskiego
Z 6-IU ILUSTRACYAMI
/
WARSZAWA, NAKŁAD OEBETHNERA I WOLFFA KRAKÓW - G. GEBETHNER I SP. rTXTl 1912

I.
W roku 1840-ym żył w Felzenburgu, u podnóża Wo-gezów, stary kowal, Daniel Eock. Miał on dwóch synów, Kacpra i Krystyana, i córkę Teresę.
Wyobraźcie sobie starego Sykambra1) rosłego, suchego i mocnego jak dąb, z nizkiem czołem, siwemi oczyma, nosem pociągłym, białymi zębami i rękoma na-kształt dwóch maczug: takim był stary kowal.
Wiek nie pochylił jego krzepkich barków, nie strącił mu z siwej czupryny ani jednego włosa; w układzie zaciśniętych ust odbijało silne postanowienie, w dumnej i wyprostowanej postawie niezłomna wola i stary duch rycerski. Dzielni towarzysze Rudolfa z Habsburga musieli podobnie wyglądać. Brakło tylko ojcu Danielowi żelaznej kolczugi i długiej szablicy, sięgającej wyżej ramienia.
Trzeba wiedzieć, że rodzina Rock należała do najdawniejszych w kraju. Stare dokumenty w Dagsbergu mówią o tym rodzie płatnerzy i kowalów. Margrabiowie z Felzenburga otaczali ich szczególną opieką. Pance-
1) Sykambrowie — jedno z dzikich plemion germańskich, które naszły i opanowały Galię w VI wieku.
8
rze, hełmy i rękawice ich roboty występowały po wiele-kroć na turniejach w Akwizgranie, Trewirze i Kolonii.
Dawne traclycye rodowe, wraz z gorzkiem uczuciem obecnego upokorzenia, odbijały w surowych rysach starego kowala, nadając im odrębny charakter. Włościanie też bardzo go szanowali, a miejscowy mer, Zacharyasz Poper, który zazwyczaj przemawiał głośno, zniżał ton mowy, ilekroć ojciec Daniel ukazał się na radzie municypalnej.
Stary kowal pracował bez przerwy cały tydzień, w niedzielę tylko zwykł był wychodzić na mszę do kościoła. Niekiedy po nabożeństwie wdzierał się na gruzy Felzenburskiego zamku, sam jeden, pochylony ku ziemi, z zadumaną postawą.
W owej epoce, ani okrzyk flisów na kanale, ani świst lokomotywy, ani odgłos toczących się po szynach wagonów, nie mąciły jeszcze ciszy leśnej. Domostwa, pokryte słomianymi dachami, mała dzwonniczka wiejskiego kościółka, otoczona wieńcem zielonych sadów, rzeczka Zorn, wijąca się kręto wpośród wzgórzy, nakoniec żyzna łąka, na której pasły się liczne stada rogatych wołów i jałowic, wszystko to nadawało wsi prawdziwie sielski pozór. Felzenburg daleko był wówczas od Paryża. Mówiono tu jeszcze pierwotnym językiem, pełnym słów i zwrotów germańskich; śpiewano stare jeszcze pieśni, tak słodkie, tak żałosne, że, gdy się ich słuchało, oczy zachodziły łzami i myśl mimowoli zwracała się do dawnych Minezengerów, do pięknych pań i rycerzy, osiadłych po zamczyskach feudalnych; i dumałeś nad nędzą ubogiego ludu, nad którym pastwiły się dumne Bra-banty, Burgundy i inni bohaterowie średnich wieków. Wieśniacy nosili tu jeszcze kapotę płócienną i czapkę
9
futrzaną z uszami zupełnie jak za czasów Henryka Ptasznika; niewiasty stroiły się w szeroki kornet, w suknię z krótkim po pachy stanem, którą matka córce przekazywała w spadku.
Całą literaturę miejscową stanowił Kulawy Goniec Strasburski/ głównym płodem sztuki malarskiej był Żyd tułacz i święty Michał, wykonany w Montbeliard.
Ponad wsią, na wierzchołku skały, sterczały malowniczo gruzy odwiecznego zamczyska, mgły nocne czepiały się czoła napół obalonych już wieżyc, trawa rosła w szczelinach szarych murów; i nieraz w długą noc zimową, kiedy wicher świstał przeraźliwie a wieśniacy, zebrani około ogniska, opowiadali sobie dzieje zapadłej przeszłości, słyszano, jak olbrzymi kamień, strącony z wierzchołka wzrębu, staczał się z łoskotem w głąb przepaści.
Owe to gruzy nawiedzał zwykle Daniel Rock w niedzielę po nieszporach: tam rozmawiał ze starą Fuldra-dą, która we wsi uchodziła za czarownicę.
Fuldrada. liczyła blizko lat sto; twarz miała chudą, zapadłą, pooraną zmarszczkami, nos haczykowaty, oczy tak maleńkie i zaklęsłe, że ich nie widać było z pomiędzy zwisłych powiek i wystających kości policzkowych. Odzież jej składała się z brudnych szmat, podar-% tych w łachmany, całem jej mieniem były dwie wielkie kozy, które co dnia doiła w mały drewniany szkopek. Mimo tak wielkiego ubóstwa Daniel szanował ją więcej, niż wszystkich na świecie, uważał ją za świętą i rad był, że sitara osiadła w baszcie Felzenburskiego zamku.
10
Daniel tak cenił te odwieczne zwaliska, że, dowiedziawszy się, iż rada municypalna zamierzyła je sprzedać, poświęcił cały owoc długoletnich trudów, i zakupił je wraz z jeżynami i wrzosem, z tysiącem gniazd nocnych sów i puhaczy.
Nikt nie poważył się żartować z szaleństwa Daniela, ho stary kowal nie lubił żartów; zresztą zapłacił za gruzy brzęczącą monetą, wieś też rada była, że się !pozbyła nieużytku.
Dwanaście lat upłynęło od tej pory, a stary Daniel nie żałował bynajmniej kupna.
Pracował z synami zimą do szóstej, latem zaś do ósmej wieczorem; potem zamykał kuźnię i powracał z nimi do domu.
Teresa tymczasem nakryła stół; gdy nadszedł Daniel z synami, zasiadali wszyscy do wieczerzy i, jedząc w milczeniu, popijali wino. Nadchodził potem Ludwik Benedum, syn młynarza Frantza, kochanek Teresy, ładny blondyn z różową cerą, pełnymi policzkami, niebieskiem okiem, w szarej bluzie, w wielkim góralskim kapeluszu. Siadł za ogromnym piecem kaflanym obok dziewczyny, oboje rozmawiali po cicliu; Daniel Rock nie widział w tem nic złego. Cenił on bardzo rodzinę Benedum, jedną z najdawniejszych w Felzenburgu: byli to ludzie stateczni, uczciwi i zamożni. Zarzucał wprawdzie Daniel ojcu Be-nedumowi, że zanadto zajmował się interesami, kupnem zboża i spekulacyą, że biegał za pieniędzmi a nie dosyć pilnował młyna, ale kochał serdecznie młodego Ludwika i przyrzekł mu córkę bez oporu.
Jeszcze później nadchodził pleban miejscowy Ni-klaus, starzec z siwą jak gołąb głową. Daniel podawał
11
mu wielkie krzesło z poręczami, rozmowa toczyła się zwykle o przewrotności i skażeniu serc ludzkich.
— Oj tak, tak — mówił ojciec Niklaus—minęły już te czasy, kiedy wiara panowała w sercach... Kiedy tysiące ludzi podążało do Ziemi Świętej, aby wydrzeć grób Zbawiciela z rąk Saracenów. Wówczas świat był żywym obrazem Królestwa Niebieskiego. Ojciec święty w potrójnej koronie rzucał gromy na winnych, królowie i cesarze słuchali go, jak powolni synowie, a książęta. i burgrafowie po zamkach obchodzili uroczyście tryumf wiary. Szatan pychy nie opanował jeszcze ludów; ubogi kmiotek uprawiał ziemię, nie gonił za handlem, za lichwą i przemysłem, tern źródłem kłamstwa i wszelkich przestępstw. Gdzie te błogosławione czasy? Dziś oto proch, druk, dalekie żeglugi, para, słowem wszystkie wymysły ducha ciemności — przewróciły świat do góry nogami. Dawniej ludzie myśleli tylko o zbawieniu własnem... Dziś dbają jedynie o zaszczyty i znikome bogactwa. Niegdyś każdy pilnował swego stanowiska: syn cieśli był cieślą, syn mularza pozostawał mularzem. Dziś każdy patrzy wysoko, nikt nie rad ze swego stanu. Drzewo wiedzy wydaje nakoniec owoce: syn kmiecia chce być jenerałem, chce dorównać Machabeuszom. Syn mieszczanina ubiega się o godność sędziego albo pisarza, będzie wydawał wyroki, jak Samuel, będzie śpiewał hymny, jak Izajasz; podejmie w rękę miecz, jak święty Marek, albo ,pióro, jak święty Jan Ewangelista! A królowie! oni sami prowadzą świat na zatracenie! pokrywają ziemię drogami i kanałami a morza niezliczonymi okrętami. Dają ludziom poeliop do nowych wynalazków, jakby wszystkie nauki nie były zawarte w księgach świętych. Stawiając posągi ludziom bez rodu i znaczenia, których ojcowie
12
pracowali na clileb kielnią albo motyką, podżegają tylko grzeszną pychę. To też klęski spadają na ludy, jak sępy na trupa, z którego duch uleciał. Oj tak, ojcze Danielu, wielkie to szczęście dla nas, że żyjemy w ciszy leśnej, jakby w bezludnej puszczy. Tu przynajmniej nie dosięgnie nas ocean niedoli i nędz ludzkich. Jesteśmy tu istnie, jak Noe w Arce, kiedy burza z błyskawicą i grzmotem huczała wkoło niego i morza zapełniły niebios otchłanie.
Ojciec Daniel skinął poważnie głową.
—	Prawda— rzekł—prawda, ojcze, ale nie myślmy lepiej o tych rzeczach, zanadto one bolesne. Tereso, przynieś tu kronikę — przeczytaj nam historyę Hugona Wilka, który zadusił żonę własnemi rękoma, albo historyę wojen Brunehildy i Fredegondy — wreszcie, co zechcesz — wszystko piękne, ksiądz pleban sam wybierze.
Teresa przyniosła starą księgę, spiętą na mosiężne klamry, położyła ją na stole, odrzuciła na piękne ramiona ogromne sploty czarnych włosów, i zaczęła czytać wolnym głosem przygody i czyny sławnego Hugona Wilka,. Szylperyka Jednookiego i Hatona Czarnego niezatartej pamięci.
Stary Daniel, za każdym nowym opisem walki, patrzał w oczy ojca Niklausa.
—	To mi to zapasy, aż miło. Dzielniż to byli ludzie! jednym zamachem rozwalali baszty, a ręką zdzierali blanki z murów; jak który płatnął toporem albo szablicą, to rozciął przez pół zbrojnego rycerza wraz z koniem. W to mi graj. Niech mi który z waszych jenerałów sprawi się dziś tak gracko.
I policzki jego płonęły ogniem, z oczu tryskały iskry, a z piersi dobywał się suchy kaszel.
13
Ludwik Benedum, mniej zamiłowany w starych legendach, poglądał tkliwie w oczy Teresy, a dwaj synowie kowala, obaj z czarną kędzierzawą głową i grubym karkiem, siedząc naprzeciw siebie podparci pod brodę rękoma, wyglądali jak dwa zadumane Sfinksy.
Dzień za dniem upływał w ten sposób; stary zegar jednostajnie wymierzał sekundy; żelazna lampa buchnęła niekiedy silniej i żółtym płomieniem oświeciła belki pułapu, albo wielką szafę, okutą w rzeźbione żelazo, lub też twarze obecnych, zamyślone o ubiegłej przeszłości.
Gdy zegar zaczął wybijać jedenastą, wówczas wszyscy obecni wzdychali pospolicie, a ojciec Niklaus mówił zwykle:
—	Szkoda, że już tak późno i że czas już wracać na plebanię.
—	Szkoda — powtarzał stary Daniel. — Tereso, załóż kartę do jutra... teraz oto idą najciekawsze rzeczy, i mają przywiązać Brunehildę do końskiego ogona i powlec ją wkoło ...
Zgłoś jeśli naruszono regulamin