failla don - system.doc

(318 KB) Pobierz
NASZ CEL

NASZ CEL

Celem niniejszej książki jest wskazanie czytelnikowi, jak w ciągu zaledwie dziesięciu minut nauczyć innych budować firmę opartą na własnej działalności gospodar­czej. Nie możesz wystartować ze swoją firmą, dopóki nie zasponsorujesz pierwszej osoby. Im szybciej to zrobisz, tym lepiej dla ciebie.

Warto zauważyć, że gdy już ktoś pozna „System", nie będzie musiał wiedzieć nic więcej, aby ów system zaczął działać. Kiedy przeczytasz tę książkę, zrozumiesz, dlacze­go każdy, kto naprawdę czegoś pragnie, może rozwinąć biznes w marketingu sieciowym.

NARZĘDZIA DO PRACY W SIECI

Możesz mieć najlepszy „pojazd" w historii działalności sieciowej (najlepszą spółkę, produkt i plan marketingo­wy). Możesz także mieć najlepsze „paliwo" (płyty z nagra­niami motywacyjnymi, książki i inne narzędzia). Lecz je­śli nie nauczysz się pomnażać swego stanu posiadania, po prostu nigdzie nie dojedziesz.

Gdy dowiesz się, czego uczą Don i Nancy Failla, zrozu­miesz, jak masz „kierować" swoim pojazdem. Kiedy po­znasz wszystkie opisane przez nich narzędzia, będziesz gotów nie tylko prowadzić, ale także zdobyć własny samo­chód wyścigowy najwyższej klasy.

Do zobaczenia na starcie!

 

 

 

 

 

Wprowadzenie

Zdobądź przyjaciela, poznaj jego przyjaciół

Kroki.

45-sekundowa prezentacja, zwana również „czterdziestopięciosekundówką"

Krok 2.

Czytanie książki 45-sekundowa prezentacja lub słucha­nie jej wersji płytowej.

Krok 3.

Przedstawienie swojego „pojazdu" - spółki, produk­tów oraz systemu wynagrodzeń. Używanie odpowiednich narzędzi.


CZĘŚĆ l

Proste sponsorowanie na odległość.

Dzisiaj, gdy sponsorujesz ludzi, często pochodzą oni z innych stron, toteż dla nich najlepszymi kandydatami na dystrybutorów (ang. prospect) będą osoby z ich dawne­go miejsca zamieszkania, z okolic, gdzie spędzili dzieciń­stwo lub przebywali przez większą część życia. Może ty też mieszkasz w obecnym miejscu dopiero od roku czy dwóch lat. Jeśli tak, to ludzie z sąsiedztwa zwykle nie są dla cie­bie najlepszymi kandydatami na dystrybutorów. A którzy są? Ci, których znasz całe życie.

Na początku działalności większość ludzi funkcjonują­cych w przemyśle sieciowym nie wie, jak skutecznie ko­rzystać z systemu ani jak sponsorować innych na odleg­łość. Nowych dystrybutorów przeważnie uczy się, aby bu­dowali firmę na własnym terenie. W celu rozwinięcia takiej firmy robią oni zazwyczaj trzy rzeczy: l) organizują zebrania, gdy nadarzy się okazja, 2) przeprowadzają pre­zentacje w domu, 3) aranżują spotkania prezentacyjne w cztery oczy.

Chociaż przy działalności lokalnej może to być pomocne, nie sprawdza się w sponsorowaniu na odległość. Nie moż­na bowiem dokonać tego wszystkiego, gdy ludzi dzielą setki kilometrów. Dlatego uczymy, jak można sponsorować i nauczać na odległość. Gdy opanujesz tę sztukę - sponsorowania ko­goś, kto znajduje się setki czy tysiące kilometrów od cie­bie, i udzielania mu wskazówek - wtedy możesz korzystać z tej samej techniki w stosunku do osób oddalonych o kil­kadziesiąt lub kilka kilometrów czy też mieszkających po drugiej stronie ulicy.

To bardzo ważne, ponieważ oznacza, że kiedy sponso­rujesz nowe osoby, mają one możliwość - gdy tylko się uaktywnią - pozyskiwać najlepszych ludzi. Większość osób angażowała się w marketing sieciowy i ponosiła porażkę, zanim jeszcze uzyskali jakąkolwiek szansę dotarcia do swych odbiorców.

W jaki sposób można najskuteczniej sponsorować na dużą odległość? Musisz skorzystać z tego, co nazywamy Syste­mem. Dzięki niemu możesz w ciągu dwu- lub dwunastominutowej rozmowy telefonicznej zapoznać z ideą marketingu sieciowego kogoś, kto jest oddalony o tysiące kilometrów. Całkowity czas tej rozmowy będzie obejmował twoje pierw­sze „dzień dobry", wyjaśnienia, zmierzające do zasponsorowania twojego kandydata na dystrybutora oraz końco­we „do widzenia".

System (i jego narzędzia) dosłownie wykona pracę za ciebie. Zapoznanie słuchacza z krokami Systemu może zająć tylko jedną lub dwie minuty. W konsekwencji unik­niesz wielogodzinnej rozmowy telefonicznej, co mogło­by okazać się bardzo kosztowne.

 

Krok wstępny - podstawa sukcesu

System składa się z trzech kroków, które omówimy dokładniej na następnych stronach. Istnieje jednak również „krok wstępny", niezwykle pomocny przy wdraża­niu Systemu. Powiedzmy, że gawędzisz z przyjacielem, z którym nie rozmawiałeś już od dłuższego czasu. Pod koniec rozmowy (nie radzę wykładać zasad Systemu od razu na początku, ponieważ przyjaciel mógłby zasypać cię pytaniami) zapytaj: „Słuchaj, Bili, czy myślałeś kie­dyś, jak by to było, gdybyś sam mógł kierować własnym życiem?".

Przeważnie w tym momencie następuje mała przerwa, gdyż kolega zastanawia się nad twym pytaniem i prawdo­podobnie nie wie, o co ci chodzi. Wtedy mówisz: „Wiesz, Bili, gdyby tak odjąć czas, jaki poświęca się na sen, pra­cę, dojazdy do firmy i wykonywanie zwykłych powszednich obowiązków, okazałoby się, że większości ludzi pozostaje codziennie godzina lub dwie, aby robić to, co lubią. Ale nawet wtedy, czy mieliby pieniądze, aby spełniać swoje pragnienia?".

Mówisz dalej: „Zadaję ci to pytanie, ponieważ odkry­łem, jak można mieć życie dla siebie, rozwijając firmę opartą na własnej działalności. Znam system, który jest tak prosty, że każdy może go opanować. Nie trzeba być handlowcem i nie wymaga to wiele czasu. Jeśli jesteś zainteresowany, mogę ci zaraz przesłać informacje doty­czące pierwszych kroków".

Jak reaguje na to Bili? Może powiedzieć: „Ojej, Don, nie bardzo mnie to interesuje, bo tkwię w ustalonej ruty­nie. Wiesz, że lubię codziennie jeździć do mojej nudnej, wyczerpującej pracy".

Albo może stwierdzić: „Pewnie, że tak. Prześlij mi te informacje. Ciekawi mnie, czym się zajmujesz".

W tym momencie należy szybko zakończyć rozmowę i odłożyć słuchawkę. Jeżeli pozwolisz na to, by zaczął zadawać pytania, utracisz kontrolę nad procesem wstęp­nym i najprawdopodobniej stracisz ewentualnego dystry­butora, zanim zdążysz go zainteresować. Wyślij mu więc informacje dotyczące pierwszego lub kilku pierwszych kro­ków, w zależności od tego, jak dobrym może okazać się kandydatem.

W gruncie rzeczy w większości przypadków takie działa­nie na odległość jest bardziej skuteczne. Łatwiej jest bo­wiem zakończyć rozmowę telefoniczną niż tę prowadzoną podczas bezpośredniego spotkania. Musisz tylko pozwolić, aby owych pierwszych wstępnych wyjaśnień udzieliły same narzędzia Systemu. Właśnie do tego służą.

A oto inny przykład. Jesteś na lunchu z przyjacielem. Tuż przed tym, zanim kelnerka przyniesie rachunek, mó­wisz: „Słuchaj, Bili. Czy kiedykolwiek myślałeś, jak by to było, gdybyś miał swoje życie dla siebie?".

Gdy skończysz wyjaśniać, co to znaczy, i zaproponujesz przysłanie mu informacji o pierwszym kroku, być może cię zapyta: „A co ty właściwie sprzedajesz?".

Jeśli odpowiesz, że coś sprzedajesz, możesz od razu go stracić. Zamiast tego powiedz coś, co zrobi na nim wraże­nie: „Ja nic nie sprzedaję. Jestem "trenerem stylu życia" i szukam ludzi, którzy uczyliby swoich przyjaciół i znajo­mych, jak można kierować własnym życiem. Jeśli cię to interesuje, chciałbym cię poinformować o pierwszych kro­kach takiego działania i dobrze byłoby, gdybyś się z nimi zapoznał, zanim zaczniesz pytać dalej. W tych informa­cjach znajdziesz odpowiedzi na większość pytań. Jeśli coś będzie niejasne, wyjaśnię ci później".

Gdy rozmawiasz przez telefon z ludźmi oddalonymi o setki czy tysiące kilometrów, przeważnie zdają oni so­bie sprawę z tej odległości i nie zadają więcej pytań. Mówisz wtedy: „Świetnie. Wyślę ci książkę, dzięki której zro­zumiesz, na czym polega nasz biznes. Powinieneś znaleźć w niej odpowiedzi na swoje pytania".

W ten sposób zapoznałeś rozmówcę z samą ideą i masz już kogoś, kto spodziewa się otrzymać od ciebie przesyłkę. Co w niej dostanie? Wyślesz mu książkę 45-sekundowa prezentacja, która odmieni twoje życie i zalecisz, aby na po­czątek przeczytał cztery pierwsze rozdziały. Sięgnie po książ­kę i - jak większość ludzi - przeczyta ją do końca.

Krok l. 45-sekundowa prezentacja

Celem kroku wstępnego jest nawiązanie kontaktu oraz wzbudzenie w rozmówcy chęci założenia firmy. Gdybyś od razu zaczął opowiadać o swoim „pojeździe" (spółce, produk­tach, planie marketingowym itd.), pomyślałby, że aby od­nieść sukces, będzie musiał zostać przodującym handlow­cem. A ponieważ dziewięćdziesiąt pięć procent ludzi nie ma żyłki kupieckiej, większość rozmówców natychmiast odrzuciłaby twoją propozycję. A przecież nie chcesz, żeby się ulotnili.

Zamiast tego zawsze na początku mów o ich pragnie­niu. Rozmawiaj więc ze swymi przyjaciółmi i spotykany­mi osobami o tym, jak by to było, gdyby mieli życie dla siebie.

Innym skutecznym pomysłem nawiązania rozmowy na ten temat jest noszenie na ubraniu znaczka z napisem:

„Miej życie dla siebie". Moje doświadczenia w tej kwestii były fenomenalne. Bardzo wiele osób podchodziło do mnie z pytaniem: „Jak mogę mieć życie dla siebie?".

W takim przypadku odpowiadasz: „Zanim ci to wyjaśnię, pozwól, że sam cię o coś zapytam: «Czy znasz kogoś, kto lubi podróżować lub często wyjeżdżać na wakacje?»". Usły­szysz albo „tak", albo „nie". Większość osób odpowie twier­dząco. Jeśli ktoś zaprzeczy, zakończysz rozmowę. Po co sponsorować człowieka, który nie zna nikogo lubiącego przyjemności? Zauważ, że nie pytałeś, czy to on lubi po­dróżować, lecz czy zna kogoś takiego.

Ponieważ większość osób odpowie na to pytanie twier­dząco, możesz po prostu kontynuować: „Wiadomo, że po­dróżowanie oraz przyjemne spędzanie wakacji wymaga trzech rzeczy: czasu, pieniędzy i dobrego zdrowia. Czy gdy­bym ci powiedział, jak mieć wszystkie trzy, byłbyś tym zainteresowany?".

Jeśli usłyszysz „nie", oznacza to koniec rozmowy. Czyż nie lepiej wiedzieć o tym już po kilku minutach zamiast po kilkugodzinnej prezentacji urządzanej w domu?

Jeżeli odpowiedź jest twierdząca, powinieneś zrobić „to", jak my to określamy - czyli wręczyć wizytówkę z napisem:

„Miej życie dla siebie" lub jedną z ulotek z 45-sekundową prezentacją na odwrocie i zachęcić do jej przeczytania. Głośne odczytanie tej prezentacji (po angielsku) zajmuje około czterdziestu pięciu sekund. Jednak większość osób potrafi ją przeczytać w niespełna trzydzieści sekund. Koń­czy się ona następująco: „Jeżeli cię to interesuje...".

A przy okazji, tego rodzaju podejście eliminuje nieskoń­czenie często powtarzaną wymówkę: „Nie mam czasu". Zauważ, że nie zajęliśmy nikomu czasu (może więcej zaj­miemy później).

W tym momencie robisz „tamto", jak my to określamy, a więc pożyczasz tej osobie książkę pod tytułem 45-sekundo­wą prezentacja, która odmieni twoje życie. Wyjaśnia ona, na czym polega marketing sieciowy i jak skutecznie działać w tej branży. Następnie pytasz: „Powiedz, co oznacza dla ciebie hasło «mieć życie dla siebie»?". Jest to zarówno najłatwiejsza, jak i najtrudniejsza część rozmowy. Jest łat­wa, gdyż nie musisz uczyć się żadnego dialogu. Jest trud­na, ponieważ musisz zamilknąć i pozwolić drugiej osobie mówić. W większości transakcji handlowych bardzo trud­no się tego trzymać.

Pamiętaj, że im więcej ludzie mówią, tym lepsi będą z nich współpracownicy. Kiedy zadaję to pytanie na se­sjach skwierczenia (pojęcie to wyjaśnimy później), okrą­żam stół i pytam każdego z uczestników: „Co zrobiłbyś ze swoim życiem, gdybyś miał je całe dla siebie?". Ty także możesz zadać je swojemu znajomemu.

Jeżeli dana osoba się zastanawia, a potem mówi, że właściwie nie wie, możesz spytać: „No dobrze. A lubisz podróżować?". Jeśli powie, że jej na tym nie zależy, staje się oczywiste, że nie będzie twoim dystrybutorem.

Istotne jest, aby pamiętać, że nie liczy się to, czego ludzie chcą - większego domu, łodzi, samolotu, limuzyny lub innych dóbr materialnych. Może chcieliby mieć wię­cej czasu na przebywanie z rodziną, na pracę dla swej społeczności albo kościoła, na zajmowanie się polityką. Czegokolwiek pragną, spełnienie tych pragnień zależeć będzie od ich zaangażowania się w ten biznes. Najważ­niejsze jest tutaj jedno: jeżeli ktoś niczego nie pragnie, po prostu nie uczynisz z niego dystrybutora. Nawet jeśli ludzie w końcu dadzą się przekonać, jest wielce prawdo­podobne, że zrobią to dla świętego spokoju albo staną się nabywcami hurtowymi. Nigdy jednak nie będą aktywny­mi budowniczymi tego biznesu. A więc musisz im pozwo­lić, aby najpierw się wygadali.

Kiedy skończą odpowiadać na twoje pytanie, powiedz:

„Według mnie oznacza to, że gdybyśmy odjęli czas, jaki zajmuje ludziom spanie, dojazdy do pracy, sama praca oraz wszystkie czynności wykonywane każdego dnia przez całe życie, okazałoby się, że większość osób ma dla siebie zaledwie jedną lub dwie godziny dziennie...".

Do tego momentu upływają przeważnie dwadzieścia dwie sekundy. Pięć sekund zajmuje pytanie wstępne: „Po­wiedz mi, Bili, jak by to było, gdybyś miał całe życie dla siebie". Siedemnaście sekund zajmuje kwestia: „Gdyby­śmy odjęli czas... itd". A potem zaledwie jedną sekundę trwa pytanie: „Czy chciałbyś mieć więcej swego życia dla siebie?".

Na moich seminariach zawsze pytam uczestników: „Ilu z was chciałoby mieć więcej swego życia dla siebie? Mieć czas, pieniądze i zdrowie, aby robić to, co się chcę?". Wszy­scy na sali spontanicznie podnoszą ręce.

Pozwolę sobie wyjaśnić, dlaczego moim zdaniem to po­dejście jest takie skuteczne. Otóż przede wszystkim dlate­go, że większość ludzi nie ma dla siebie dużo czasu. I nie dość, że nie mają swojego życia dla siebie, to w dodatku w ogóle nie zdają sobie z tego sprawy. Tak bardzo się stara­ją zarobić na utrzymanie i związać koniec z końcem, że nawet nie myślą o tym, iż praktycznie nie mają wolnego czasu, by zadbać o własne potrzeby.

Można by to porównać do wrzucenia kamyka do czyje­goś buta. Czy czułeś kiedyś, że masz w bucie kamyk? Idziesz sobie dalej i myślisz, że zaraz wypadnie, ale tak się nie dzieje. Prędzej czy później musisz coś z tym zrobić, prawda?

Otóż taki kamyk ma tę właściwość, że się powiększa. Ludzie idą do pracy i mają zły dzień. Ich szef jeszcze bar­dziej się do tego przyczynia. Kamyk staje się coraz więk­szy. Albo dziecko pyta: „Tato, w przyszłym tygodniu nasza drużyna wyjeżdża z miasta na bardzo ważny mecz. Przy­jedziesz zobaczyć, jak gram?".

A tata musi odpowiedzieć: „Ciężka sprawa, synku, bar­dzo mi przykro. Nie będę mógł tam być, bo muszę iść do pracy". Kamyk znów się trochę powiększa. Chodzi o to, że kiedy zapoznasz kogoś z całą tą ideą, to tak jakbyś wrzucił mu do buta kamyk, który może tylko rosnąć.

Rzecz polega na tym, że gdy ta osoba dotrze do punktu, w którym powie: „Wiesz, muszę coś z robić z tym kamie­niem w bucie", wtedy jedynym sensownym rozwiązaniem będzie dla niej rozpoczęcie własnej działalności w ramach marketingu sieciowego. W większości przypadków jest to jedyne wyjście.

Co zrobić, jeżeli ktoś mi powie: „Daj spokój, Dań, lepiej zagram na loterii". Zapytam go, czy kupił los w tym tygo­dniu. A przy okazji, czy widziałeś, co się dzieje z ludźmi, którzy wygrali? Jak wskazują badania, po trzech lub pięciu latach wiedzie się im gorzej niż przed wygraną. Co powiesz o facecie, który przed trzema laty wygrał 3,6 miliona dola­rów i będąc przez dwa tygodnie nękany przez przyjaciół, by pożyczył im pieniądze, pogrążył się w takim stresie, że zmarł na zawał serca?

To prawda, że można prowadzić interesy poza marke­tingiem sieciowym. Może należysz do osób mających już własną firmę lub znających takich, którzy mają. Lecz czy w rzeczywistości nie jest tak, że to owa firma ma ciebie? W gruncie rzeczy nie masz firmy. Na przykład moja żona Nancy i ja prowadziliśmy wiele lat temu spółkę Intemational House of Pancakes. Działaliśmy w niej przez cztery lata. W tym czasie mieliśmy tylko trzy dni wolne. Pracowa­liśmy dwadzieścia cztery godziny na dobę przez siedem dni w tygodniu i zatrudnialiśmy trzydzieścioro pięcioro nastolatków. To był koszmar. Dlatego wiemy, co to znaczy nie mieć dla siebie ani trochę życia.

Kilka lat temu na jednym z seminariów, w którym uczestniczyło około trzystu ludzi, poprosiłem, aby ci, któ­rzy odziedziczyli znaczny majątek, podnieśli wysoko rękę. I jak myślisz, ile zgłosiło się osób? Sześć. Wtedy zwróci­łem się do pozostałych z pytaniem: „W jaki sposób chcie­libyście znaleźć się na ich miejscu? Gdzie będziecie mu­sieli przeczekać te dziesięć, dwadzieścia albo może trzy­dzieści lat, aż ktoś umrze? A szczerze mówiąc, niektórzy z was pewnie nigdy się tego nie doczekają". Wszyscy nie­źle się z tego uśmiali.

W życiu tylko na kilka rzeczy mamy stuprocentową gwarancję. Dwie rzeczy wiemy na pewno: wszyscy się urodziliśmy i któregoś dnia wszyscy umrzemy. Lecz jest jeszcze trzecia gwarantowana sprawa. Jeżeli jesteś czy­imś pracownikiem lub jeśli masz przyjaciół, którzy dla kogoś pracują, to ani ty, ani oni nigdy nie będziecie mieć swojego życia dla siebie, chyba że zaczniecie działać na własny rachunek w marketingu sieciowym.

 

Wymówki - unikaj ich dzięki Systemowi

 

Główną „wymówką", jakiej używają ludzie na usprawied­liwienie tego, że nie chcą zająć się tym biznesem, jest brak czasu. Czy wiesz, dlaczego po dwóch, trzech godzinach, jakie spędzisz w czyimś domu lub na spotkaniu prezenta­cyjnym, ktoś mówi, że nie ma czasu? Otóż ludzie uważają, że sposób, w jaki opisujesz im możliwość zarobkowania, ilustruje to, jak ma wyglądać ich biznes. Nie wyobrażają sobie, że mogliby mieć tyle czasu, aby poświęcać wiele go dzin na wygłaszanie tak długich prezentacji. Wyelimino­waliśmy więc taką wymówkę dzięki temu, że zajmujemy im naprawdę niewiele czasu.

Główny „powód" braku zainteresowania ludzi tym biz­nesem polega na tym, że go po prostu nie rozumieją. Jed­nak po przeczytaniu podręcznika 45-sekundowa prezen­tacja, która odmieni twoje życie na pewno pojmą, o co chodzi. W tym momencie będziemy mogli stwierdzić: „ Te­raz już wiedzą, jak prowadzić auto".

Kiedy pożyczasz tę książkę swoim przyszłym dystry­butorom, powiedz, że powinni przeczytać cztery pierwsze „Prezentacje na serwetkach". Nazywają się one tak dlate­go, że często właśnie w restauracjach wyjaśniałem ludziom zasady Systemu i używałem serwetki, aby przedstawić je graficznie. Dlatego ta moja książka znana jest na całym świecie jako „Prezentacje na serwetkach".

Jeszcze jedno. Nigdy, pod żadnym pozorem, nie kaź ludziom czytać całej książki. Powędruje wtedy na półkę i dopiero kiedyś po nią sięgną. Zalecanie, by przeczytali cztery pierwsze rozdziały, to zabieg psychologiczny. Kiedy je przeczytają, co nastąpi w miarę szybko, z reguły zechcą dojść do końca książki. Wówczas zrozumieją istotę marke­tingu sieciowego.

W tym biznesie większość osób zaczyna od „pojazdu" (firma, produkty, plan marketingowy). Poświęcają temu wiele godzin i kiedy już się zdecydują, wychodzą z domu, roz­mawiają z najlepszymi kandydatami na dystrybutorów i szaleją z hukiem po całym terenie, wyrządzając straty. Dlaczego? Dlatego, że nikt ich nie nauczył „jeździć".

Nasza filozofia jest bardzo prosta. Uczymy ludzi, jak mają jeździć, zanim pokażemy im „pojazd". Oto analogia, która to wyjaśni. Powiedzmy, że wszedłeś w posiadanie nowego auta sportowego świetnej marki. Czy pozwoliłbyś swemu przy­jacielowi usiąść za kierownicą i pojeździć sobie wokół blo­ku, gdyby nie umiał on prowadzić? Samochód sportowy to „ostry" pojazd.

Właśnie tak ludzie myślą o swojej firmie w obrębie mar­ketingu sieciowego. To „ ostry" pojazd. Przez wiele godzin opowiadają komuś o tym pojeździe. Decydują się na ten biznes, wyjeżdżają z domu i powodują katastrofę! Nikt bo­wiem nie nauczył ich najpierw jeździć. Dlaczego więc masz podejmować ryzyko, że twój nowy dystrybutor wyjdzie i zmiażdży swoich ewentualnych klientów, zanim jeszcze dowiedzą się, o co chodzi? Ale jeśli przeczyta książkę, nauczy się jeździć.

A zatem podejście typu: „Miej życie dla siebie" ma wiel­ką siłę oddziaływania. Jeżeli pytasz kogoś, czy chciałby „mieć życie dla siebie", a to, co on odpowiada, oznacza w rzeczy­wistości: „Nie, bardzo dziękuję. Jestem zadowolony, że tkwię w swojej rutynie. Lubię jeździć do mojej nudnej i męczącej pracy", to właściwie nie masz już o czym z nim gadać. A sam straciłeś tylko trzydzieści sekund.

Zrozum, że gdybym wiedział, iż za każdym razem mam poświęcić dwie do pięciu godzin na zaznajomienie ewen­tualnego dystrybutora z ideą marketingu sieciowego, już dawno byłbym wykończony. Ile mógłbyś zrobić tak długich prezentacji? Mnie zajmują one około trzydziestu sekund. I na tym koniec. Dalszą pracę wykonują za mnie narzę­dzia Systemu.

A oto krótka historyjka jako podsumowanie tej części książki. Nie tak dawno jedliśmy razem z żoną śniadanie z naszym znajomym o imieniu Mac. Nie widzieliśmy się z nim od wielu lat.

Nie muszę mówić, że Mac był całkowicie oszołomiony na­szym stanem posiadania i stylem życia. Właśnie wróciliśmy z wyprawy, a za trzy miesiące mieliśmy ruszyć na szesna-stodniowy rejs po Kanale Panamskim. Poza tym kupili­śmy również naszym chłopakom nową czerwoną corvettę z super wyposażeniem. Wszystko to w ogóle nie mieściło mu się w głowie. Chcąc to zrozumieć, w końcu zapytał: „No dobra, Don, a czym wy właściwie handlujecie?".

To, co odpowiedziałem Macowi, jest ostateczną wska­zówką, jak rozwinąć biznes w najłatwiejszy i najszybszy sposób. Wyjaśniłem mu: „Mac, tym, co sprzedajemy, jest twoje własne życie. Sprzedajemy ci szansę na jego posia­danie. Jedynym realnym rozwiązaniem, aby mieć życie dla siebie, jest marketing sieciowy".

Gorący rynek a zimny rynek

...

Zgłoś jeśli naruszono regulamin